Anna Drzewicz - Dusza człowiek

Nie wie, co to telewizja, a o Internecie nigdy nie słyszał. Na widok telefonu komórkowego ucieka, krzycząc coś o piekielnych mocach. Pan Tadeusz Dusza to „przybysz z średniowiecza”.

Samotny człowiek w białych kalesonach

Jestem sam, pochodzę zza Buga, kiedyś mieszkałem 70 km od Lwowa. Tak mniej więcej przedstawia się pan Dusza. Zapytany o jakieś szczegóły z przeszłości, stwierdza, że niczego nie pamięta. Przyjechał do Starego Strącza – województwo lubuskie – prawie 40 lat temu i już tu został. Bo nie miałem dokąd wracać.

On nigdy by nie wrócił w rodzinne strony – mówi pan Bąk, sąsiad – Powiem pani w tajemnicy, że jeszcze kilka lat temu Tadzio był wariatem. Biegał w samych kalesonach po polach i wszyscy bali się do niego zbliżyć. Teraz się trochę uspokoił, ale pozostał samotny. To prawda. Pan Dusza jest kawalerem, choć ma prawie 80 lat. Mieszka w zrujnowanej chałupie, a jego jedynymi towarzyszami niedoli są pies Maks i kotek Burek.

Działa jak natura chciała

Nie chodzi do sklepu, bo nie czuje takiej potrzeby. Sam sobie wypieka chleb, ma własny ogródek, który uprawia na wzór średniowiecznych chłopów. Z roweru zrobił sobie pług i nim radli ziemię. Nie stosuje żadnych nawozów sztucznych, nie uznaje kombajnów czy innych współczesnych maszyn. Wszystkie roślinki rosną u niego jak chcą. Pan Dusza jest przekonany, że człowiek nie powinien ingerować w sprawy natury: Broń Panie Boże! Wszelkie zbiory, jeśli takowe są, załadowuje na wózek – także zrobiony samodzielnie – i transportuje do domu.

Pan Tadeusz doskonale zna się na uprawie roślin, ale stosuje własne, oryginalne metody. Wie, kiedy co się sieje na podstawie faz księżyca, pór dnia, położenia słońca czy określonej godziny. Jeśli przyszedł dzień na np. zbieranie marchewki, to choćby grzmiało i padało, pan Dusza musi wyjść na pole i zebrać marchewkę.

To dziwak, który jest przeciwnikiem wszelkiej nowoczesności. Lecz czasem zdarzają mu się tzw. chwile słabości. Kiedyś kupił sobie hydrofor i chciał zamontować go w swojej studni. Ale coś mu się odwidziało, hydrofor schował i nadal pompuje wodę ręcznie. A skąd miał pieniądze? Otóż pan Dusza otrzymuje emeryturę – całe 563,02 zł. Sam się o nią nie starał – A gdzie tam! Uchowaj Panie Boże! – to opieka złożyła za niego dokumenty, a potem zmusiła go, aby brał pieniądze. Na początku nie chciał nawet wpuścić listonosza.

Mój dom - moja twierdza

Mieszka tak jak ludzie 100 lat temu. A może jeszcze dawniej. Jego dom to cztery pokoje i korytarz na parterze oraz pięć pokoi na piętrze. Ale Tadeusz zajmuje tylko jeden z nich. W nim je, śpi i odpoczywa. Zimą, gdy szybko robi się ciemno, pan Dusza zapala lampkę naftową, która pali się mniej więcej przez 2 godziny. Potem idzie spać. A rano – około godziny 5.00 – znów można zobaczyć płomyk lampki w oknie domu pana Duszy. Gospodarz obudził się. Latem wstaje razem ze wschodem słońca, a chodzi spać z kurami, no nie w sensie dosłownym oczywiście. Rzadko przebywa w domu w ciągu dnia. Większość czasu spędza w swoim ogródku. Jedynie w niedzielę i święta odpoczywa i wtedy cały dzień go nie widać.

Niedziela to ważny dzień dla pana Duszy. Zakłada wówczas swój jedyny pomarańczowy garnitur i idzie na poranną mszę do kościoła. Jest bardzo pobożnym człowiekiem. Tylko księdza po kolędzie wpuszcza do swojego domu – poza nim nikt w środku nie był. Stąd pewnie te plotki. Podobno wnętrze domu jest utrzymane w stylu rokoko. Zewnętrzny stan budynku wskazuje na zniszczenia wojenne i brak remontów. Aczkolwiek już od trzech lat pan Dusza planuje odnowić komin. Przywiózł sobie piasek, kupił cegły. Jednak nikt nie chce mu pomóc, bo pan Dusza nie uznaje cementu – liczy się tylko zaprawa na wapnie lub gipsie, jak za dawnych czasów.

Kiedy staniemy przed domem pana Duszy, pierwsze co zobaczymy to stara furta przepuszczająca tylko wybranych. Otwierana jest jedynie na przybycie księdza. Pan Dusza wychodzi przez „tajne” wyjście między sadem a graniczącym z nim transformatorem. Ponadto obok głównych drzwi znajduje się podwójna brama. Z przodu jest to stary drewniany płot, ale jeśli spojrzeć z pewnej wysokości to można zaobserwować, iż od tyłu jest on zabezpieczony żelazną bramą. Ponoć kiedyś pan Dusza chciał sobie sprawić malucha, ale znów mu się odwidziało. Od tego czasu jeszcze intensywniej jeździ rowerem, ale brama została. Choć oczywiście nie jest eksponowana.

Przed domem rośnie bujna trawa. Jeśli zbliża się procesja na wsi, to sam sołtys zajeżdża pod dom, wszystko kosi i zbiera śmieci. Pan Dusza gdzieś się wtedy zaszywa. I życie toczy się dalej.

Ziarnko do ziarnka

Co pan Dusza robi z pieniędzmi? – Nie mam szamba ani kosza na śmieci, bo nie wytwarzam żadnych odpadów. Wszystkie obierki idą na kompostownik. Ciągnę wodę ze studni, a w piecyku palę patykami z lasu. Lecz czasem pan Dusza wychodzi do ludzi i idzie do sklepu. Pan Rybski, sąsiad z naprzeciwka zauważył, że na święta Bożego Narodzenia pan Dusza jedzie swoim rowerem do Sławy i kupuje butelkę wina. – Ale po co, dlaczego? Przecież Tadzio sam sobie produkuje wino z własnych winogron. Po kiego licha mu wino ze sklepu? – zastanawia się pan Rybski. Możliwe, że to jeden z tych ukłonów w stronę świata, taka próba powiedzenia: Zobaczcie, jak chcę to mogę być nawet częścią tego tak zwanego społeczeństwa. Możliwe też – jak mówią ludzie – że to właśnie owe wino utrzymuje pana Tadzia przy tak doskonałym zdrowiu. – On nigdy jeszcze nie był u lekarza. Wątpię nawet, czy ma założoną książeczkę zdrowia. Ponadto pan Dusza nie pali, zajada głównie wyhodowane własnoręcznie owoce i warzywa.

Rowerem przez życie

Mimo podeszłego już wieku pan Dusza robi dziennie ponad 20 km rowerem. Dwa razy w tygodniu jedzie na targ do Sławy, aby sprzedać choćby część swoich zbiorów. Nie straszna mu żadna pogoda. Choćby chciał pojechać gdzieś autobusem, to i tak nic by z tego nie wyszło, ponieważ… nie umiałby kupić biletu. Nienawidzi chodników ani samochodów, a asfaltowe drogi wręcz przeklina.

Pan Dusza to dziwak, a przy tym wielki indywidualista. Ludzie mówią: Nowoczesność nie jest mu potrzebna do szczęścia. Pani w sklepie spożywczym dodaje: Nikt nie ma na niego wpływu, nic go nie przekona. Dzieciaki, które spotykam nad pobliskim jeziorem zapytane o pana Duszę krzyczą bez namysłu: Gościu ma swój świat, totalny odlot.

2019  Ogólnopolski Turniej Reportażu im. Wandy Dybalskiej   globbersthemes joomla templates