Mateusz Barta - A to Polska właśnie

Domem Kultury nazywają budę przystankową- miejsce schadzek, pijaństwa tutejszej młodzieży, której największym marzeniem jest wydostanie się z tej dziury.

Po całym świecie możesz szukać Polski panno młoda, i nigdzie jej nie znajdziecie(...)A niech tak Jagusia przymknie rękę pod pierś...serce...A to Polska właśnie

Stanisław Wyspiański Wesele



Szara rzeczywistość, barwne krajobrazy...

Rajski widok, bajeczne pagórki, rozmyty akwarelą pejzaż Sudetów, pomiędzy maluczką kaplicą kryjącą w obrazie Najświętszej Panienki legendę o zagubionej obrączce. Tylko samotny krzyż spogląda na przebiegającą w pobliżu linię kolejową.

Letni, rześki wieczór. Park przy Kolejowej. Gdzieś w oddali słychać szum nadjeżdżającego "nocnego" z Jeleniej Góry. Kilka minut później chodnik zapełnia się pogrążonymi w chocholim tańcu mieszkańcami miasta. Codziennie o 20 wracają z pracy: markotni, znużeni życiem, spragnieni domowego ogniska. 

- Staszek, do cholery jasnej daj mi święty spokój! Zaraz wrócę o wszystkim porozmawiamy! 

-Kochanie połóż się spać, nie czekaj na mnie. Jutro mamusia odprowadzi cię do szkoły. 

- Krzysiek są fajki w domu?... Jak to nie kupiłeś?! 

Jedynie starsza, lekko zgarbiona kobieta z ogromnym pakunkiem na plecach przycupnęła na pobliskiej ławeczce. Wołają na nią Zenia. Jeździ na pobliskie stragany sprzedawać wełniane szaliki i czapki. Pomimo tego, że za oknem zimy brak, Zenia wytrwale kupczy swoimi towarami. Sprzedaje tyle, ile wydaje się być stosowne. Odpowiednią kwotą dla Zenki jest cztery pięćdziesiąt. Tyle kosztuje bilet z Lubania. Czasem udaje się pojechać na stopa - powtarza. Miejscowi kierowcy dobrze znają miejsca na „Głównej”, które Zenka upodobała sobie najbardziej...brama przy wodociągu. Dobrze znamy Zenkę, zawsze gdy idziemy do pracy na szóstą -stoi przy głównej i czeka na okazję. Stała się nieodłącznym elementem krajobrazu tej części dzielnicy. 

Królowa

Wspomnienie nocy letniej... 

...Ciemność ogarnęła kraj. Miliardy latarni oświeciło drogę błądzącym, delikatne powiewy wiatru ochłodziły tysiące zmęczonych głów. Wybieram się w rodzimą tułaczkę bez końca. Tylko tlące się latarnie, wiatr i ja. -Uwaga podróżni pociąg relacji Jelenia Góra- Warszawa Wschodnia opóźniony o 35 minut od planowanego przyjazdu. Lato w pełni, w powietrzu czuć zapach pobliskich zżółkniętych łąk, słychać delikatny trel. Z dala od miejskiego zgiełku zasypia „Królowa Sudetów”, by następnego dnia przywitać nowych śmiałków. Na peronie robi się coraz niespokojniej. Oparty o odrapany, metalowy słup czekam niecierpliwie na nocny. Zza ciemnej otchłani lasu wciąż nie wydostają się tak bardzo pożądane światła pociągu. To Królowa oddycha- ciepłe powiewy wiatru uderzały o ciała siedzących na wybetonowanym peronie wędrowców. W Niemczech to nie do pomyślenia, żeby pasażerowie czekali tyle czasu na pociąg - mówi siwobrody mężczyzna w ogromnych binoklach. 

Niech pan ludziom głowy nie zawraca. Jak tam tak szybko pociągi przyjeżdżają , to czego pan tu jeszcze szuka? - odpowiada starsza kobieta. Dyskusja wrze na dobre. I kto by pomyślał, że to my mieliśmy wyjść zwycięsko z II wojny światowej...

Brud, smród, nędza i ubóstwo?

Monotonny stukot kół pociągu przyprawiał mnie o ból głowy. Nic się nie zmieniło, uśmiechnąłem się patrząc na wpół sprawny pociąg. Nie jest to przypadkowy środek lokomocji. Wielu utożsamia podróż pociągiem z brudem, odorem ludzkiego ciała, niewygodą, ze śmierdzącymi toaletami. Odkąd rozpocząłem swe polskie wojaże nierozerwalnie łączę je z takim środkiem transportu. Pociąg to nie tylko urządzenie, ale nade wszystko zatłoczony korytarz, gdzie otwierasz okno poznając nieodkryte połacie ziem, rojny i gwarny przedział, gdzie unosi się duch niekończących się rozmów, to kanapka z serem i pomidorem, to ludzie poszukujący przygód, to stacje-cele, które zdobywamy po kilkunastogodzinnej tułaczce. W moim przypadku był nim Okonek. Ciemny, obskurny dworzec. W pobliżu ponure blokowiska przepełnione chłodem i ciemnością. Zza krzaków wyłania się marny pijaczyna proszący o dwa pięćdziesiąt na wino. Gdzieniegdzie słychać powracającą do domu młodzież, kłócących się pod jedenastką Kowalskich. Do klatki C na sygnale przyjechało pogotowie- pewnie znów Stefan pobił Luśkę.-Pracowała 20 lat na krosnach- słabo słyszy. Oj, ciężki żywot ma z tym Stefkiem. Wracała kiedyś z wiejskiej potańcówki- złapali ją- zgwałcili i zostawili. Jakaś rodzina znalazła ją półżywą na łące. Od tamtego czasu Luśka nie może mieć dzieci. Nie lubi jak inne matki cieszą się ze swoich pociech. Był nawet okres, kiedy matki zamiast straszyć dzieci znaną wszystkim Babą Jagą- straszyli Luśką, często robiły to ostentacyjnie: „ Jak nie będziesz cicho weźmie cię do siebie Luśka”. Z czasem stereotyp złej Lucyny został rozwiany przez wicher historii. 

Grupa osiedlowych chuliganów wybiła okno w kiosku, gdzie większość mieszkańców "Nowego" zaopatruje się w świeżą prasę. Osiedla to nie tylko namacalne, szare molochy spoglądające na uśpioną starówkę, to przede wszystkim "Teatr", gdzie zwykli ludzie stają się aktorami- biorąc udział w życiowych komediach i tragediach .To miejsce starcia dwu nieznanych sobie rzeczywistości- świata ulicy i świata mieszkańców blokowiska. Nim leniwe słońce uśmiechnie się i rozpromieni szare kolosy, wszystkie ułomności i niedociągnięcia wychodzą na jaw. Rozbite szkła na pobliskim trawniku, psie odchody tuż przed wejściem do klatki, mokry materac w świeżo posadzonych tujach, na którym śpi półżywy pijaczyna. Tylko na słupie telefonicznym obok mięsnego, świeżo powieszona klepsydra z nazwiskiem pobitej wieczorem Luśki.

Wszyscy mieszkańcy klatki następnego dnia wybrali się na jej pogrzeb, znał ją prawie każdy. Nawet młodzież, która tak bardzo dokuczała Lusi - zrywając sznurki ze świeżo wypraną bielizną, kupiła czerwony wiecheć i ruszyła z pozostałymi na pobliski cmentarz. Upał dawał się we znaki. Ksiądz co chwila poprawiał przyciasną sutannę, ocierał pot ze spoconej, zaczerwienionej twarzy. Luśkę pochowali obok "sektora dzieci". Gdyby się obudziła, nie byłaby zadowolona. Chwilę potem błękit poszarzał, słońce schowało się za chmurami, niebo zaczęło płakać. Czyżby po stracie Luśki? W strugach przeogromnych kropli wody, zesłanej na ogródek Maryśki z Kaszub, Józka z Podkarpacia, Bożeny ze Złotnik ruszyłem na dworzec. 

W ósmym przedziale klasy drugiej rozmowom nie było końca. Każdy starał wygłosić swoje poglądy, przeżycia, sukcesy, pomimo tego, że wszyscy byli sobie obcy. 

Mijaliśmy obskurne dworce, tysiące metrów kwadratowych niekończących się równin, przez nasze głowy przewinęły się setki ludzi, których najprawdopodobniej nigdy w życiu nie spotkamy. Wielu przedstawicieli homo sapiens dopiero, gdy wykroczy poza widnokrąg swojej miejscowości zauważa, jak bardzo jesteśmy dziwni i...inni. 

Gdybym była mężczyzną, zostałabym księdzem

„Zapada zmrok już świat ukołysany... uśpionym wsiom, ukołysanym miastom...” Mozolnie nastawał wieczór. Z kościelnego przedsionka leniwie wypływał szarawy dym palonego kadzidła, który nadawał temu miejscu charakter bardziej mistyczny niż by się wydawało.-Wystawiają Najświętszy Sakrament. Krzyknęła miejscowa dewotka. Kościół momentalnie opustoszał. Zostałem tylko ja, wieczna lampka, ministranci i krzątająca się w prezbiterium kościelna. Już mi stąd! Nie podjadajcie cukierków, bo nie będzie na niedzielę! Słodycze były zachętą do przychodzenia na poranne Msze Św. Ma na imię Bożena. Na wsi wołają na nią Bożenka. -Anioł- nie kobieta. Odkąd została kościelną, świątynia jest coraz piękniejsza. Stare, zszarzałe ściany nabrały kolorów, ludzie zmobilizowali się do działania. Nawet Andrzejek-Sołtys któremu podobno śnił się sam Chrystus wszedł na rusztowanie i malował chór.- Goni pijaczków do roboty. Wielu z nich to ludzie głęboko wierzący, lecz nie praktykujący. Jeśli trzeba dzwonić dzwonem na Rezurekcji - dzwonią, jak trzeba malować-malują, jeśli przynieść świerki- przyniosą. Żaden z nich nie stroni od alkoholu. Gdy przychodzi dzień zapłaty daje im 50 zł na wódkę. Jak jeden mąż biegną do sklepu kupują dwie połówki i zaszywają się w remizie. W następną niedzielę mieszkańcy otrzymują kolejną porcję wrażeń wchodząc do kościoła. Zestresowana Bożenka tylko ukradkiem wygląda z zakrystii, czy wszystkie ławki są pełne.

Wieś, ach ta wieś... 

Zaraz po godzinie 22.00 Złotniki milkną, tylko "remizowe" niedobitki rozchodzą się do swoich chat, bajając i nie bajając. Z pól wieczorną porą zjeżdżają się dyszące ursusy z ogromnymi przyczepami pełnymi drewna. Wieś usypia, by jutro znów przywitać letni dzień. Podobnie dzieje się w Psiej Wólce na Śląsku, w Łomczewie w Wielkopolsce, czy Dąbkach na Pomorzu. Od czasu do czasu słychać szum nadlatujących nietoperzy, czy głosy rozhukanych nad pobliskim jeziorem turystów. Po północy tylko 'matka cisza' króluje nad wsią.

Za czym kolejka ta stoi?

- Stefka uważaj no sobie! Ja jestem druga. Zaraz odjedzie kursowy do Leśnej! 

- Rysiek stańże z boku! Nie widzisz, że miejsca nie ma! 

Obraz polskiej rzeczywistości. Od godziny szóstej przed jedynym we wsi sklepem ustawiają się dziesięciometrowe kolejki. 

Panie tu nadal komuna! Pustki w sklepie. A jak już coś jest, to zaraz rozbiorą. Stajemy kwadrans przed otwarciem, żeby dostać porządniejszy towar. We wsi wciąż panuje mało znana okolicznym miastuchom zaściankowość. Co drugi poniemiecki dom ma swój maleńki, ukryty wychodek z wyrytym na drzwiach sercem. Ten , w którym miałem sposobność być, więził w sobie zatarty napis ”Helga”. Długa i zawikłana historia.

Wieś, nie jak wieś. Zabudowa rynkowa. Z kościelnej wieży św. Józef spogląda na jej mieszkańców-mówi Bożenka. Trzy osoby posiadają dostęp do Internetu. Domem Kultury nazywają budę przystankową- miejsce schadzek, pijaństwa tutejszej młodzieży, której największym marzeniem jest wydostanie się z tej dziury. Marta mieszkała tu od urodzenia. Gdy skończyła 17 lat nikt nie dawał jej szans na lepszą przyszłość. Skończyła zgorzelecki hotelarz, wyjechała na 4 lata do Wielkiej Brytanii. Pamiętam miała na sobie znoszone trampki i podartą koszulę. Tak wsiadła do samolotu. Początki były najgorsze. Od czasu do czasu wykonywała pięciominutowy telefon do swych budkowych kompanów. Na tyle było ją stać. Po kilku latach emigracji wróciła. W zrywce rozdarta koszula i „zajechane trampki” które miała na sobie 5 lat temu. Na nogach trzynastocentymetrowe szpilki, czerwona szminka duży dekolt. Ludzie nie dowierzali. 

...Znów tony łupek słonecznika, kilkanaście potłuczonych butelek po "Komandosach", podpalony śmietnik, miliony przekleństw, litry wyplutej flegmy. Tylko Andrzejek(Sołtys) zataczający się w stronę remizy, stał się głównym tematem budkowych rozmów.

Zbieramy się o 10 na studni i idziemy nad jezioro popływać. Punktualnie „budkowcy”, obwarowani materacami, pontonami, rękawkami, ręcznikami, z wolna ruszają w stronę lasu, który otacza największą atrakcję tej letniskowej miejscowości- jezioro. Wieś opustoszała. Wszyscy, jak jeden mąż pobiegli na wysepkę otwierając co rusz nowe puszki Lecha. Dziewczęta, zaczepiane przez chłopców wolnym krokiem wchodziły do wody bajając coś półgłosem. Wieczorem wszyscy wybierali się do pobliskiej tancbudy. Podobno Rysiek ma urodziny!

Samotna kapliczka od zarania dziejów milczy i spogląda na zmieniający się świat. W przeciągu 400 lat zmieniło się tak wiele. Obok wybudowano trakcję kolejową, po której mkną poniemieckie graty. Nieopodal powstają dwa nowe zakłady. 13 września miał miejsce śmiertelny wypadek na głównej drodze do Jeleniej Góry. Zginęło 5 osób. Pobliska „Główna” wypiła krew setkom ludzi. Po ostatnim wypadku władze poszerzyły drogę. Okoliczny dworzec nie straszy już odrapanymi murami i zdezelowanymi ławkami. Unia Europejska wszystko sfinansowała. Ziuta dostała dofinansowanie- otwiera nowy lokal. Oby jej się powiodło. 50 km od wzgórza powstaje nowa autostrada. Odciąży ruch na „Głównej”. Samotny obraz tylko milczy i przygląda się wielkiej rewolucji dwudziestopierwszowiecznej.” Popatrz na wspaniałe autostrady. Na drogi, na których nie znajdziesz wybojów. Rosną nowe bloki i nie ma wypadków. W czystych szpitalach ludzie umierają rzadko. Mamy ekstra rząd i super prezydenta. Ci wszyscy ludzie to wspaniali fachowcy.

A to Polska właśnie?

2019  Ogólnopolski Turniej Reportażu im. Wandy Dybalskiej   globbersthemes joomla templates