Aleksandra Sobota - Dyktator

Zasłony w kolorze burgundzkiego wina porwał na strzępy. Satynowe poduszki wyrzucił w najdalszy kąt pokoju. To typowe zachowania podczas jego napadu agresji.Krew powoli sączy się z rozerwanych włókien pogryzionej skóry rąk. Słychać tylko rozdzierający krzyk i usprawiedliwiający głos Matki, która siłą powstrzymuje go, by nie zdemolował całego mieszkania: On po prostu ma dzisiaj zły dzień.

 W sądzie rejonowym toczy się sprawa o ubezwłasnowolnienie osoby z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu wysokim. Sędzia podchodzi do rudego chłopca, zadając pytanie: Jak się nazywasz? Odpowiedź powoduje zażenowanie na twarzy Ojca: Ala Maly. Urzędnik zerka na matkę, która tłumaczy: Powiedział, że nazywa się Adam Małysz.

Dawno, dawno temu...

Ona była bujającą w obłokach poetką, której cały świat wypełniała literatura piękna. Nigdy nie szukała miłości. W 1989 roku nad brzegiem Morza Czarnego pomiędzy wersy poezji Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej wskoczył jej ślunski górnik, kiery łod poczuntku wiedzioł, że prowdziwy chop z gruby, powiniyn mieć fest szwarno baba. Ich dwa z pozoru zupełnie różnie światy spotkały się, łącząc w najdoskonalszą formę uczucia. Wszyscy mówili, że ta miłość była jak z bajki, której kolejny rozdział napisali wspólnie. Owocem małżeńskiego związku byli niczym wyjęci z opowiadań braci Grimm Jaś i Małgosia. Lecz kiedy chłopiec dostał pierwszego ataku padaczki, nikt nie mógł zagwarantować, że będą żyli długo i szczęśliwie.

Ojciec

Jak żech się dowiedzioł, co byda mieć syna, to my się tak z ujkiem nawalili ze szynścia, że nos na czeci dziyń dopiro we stodole znaleźli. Chopy mi godały, że jak łon bydzie tak groł w fusbal jak łojciec, to bydzie napastnik polskij repryzyntacji. Dyć urodził się akurot, jak w ekstraklasie chopcy groli mecz. Łod razu my się z Mazur przekludzili na Ślonsk, bo przeca niy byda dziecka u gorolów chować...

Jan rozwijał się nieco wolniej niż jego rówieśnicy. Nie chodził. Nie mówił. Lekarze postawili diagnozę opóźnienia psychoruchowego. - Co my się wtedy naśmioli. Te lekarze wymyśliły choroba, kieryj jo ani przełonaczyć na noszo gwara ni umioł. A synek przeca jak mu 5 rok było i godać zaczoł. Do piłki go nie ciongło, ino cały czos gazety oglondoł. Wtedy zaczoł żech się fest boć, że zamiast na iść gruba, to bydzie jakim intelektualistom.

Uczonym nie został, ponieważ w październiku 1993 roku zaledwie roczny Jaś stracił przytomność, a jego ciałem wstrząsnęły drgawki. Został przewieziony do szpitala. Psychiatra stwierdził, że chłopiec jest niepełnosprawny umysłowo. - Mo tam te swoje napady ryków, ale to je dobry synek. I z łopatom pochodzi i do lasu z fatrym pojedzie. Toć, że jo by chcioł, co by groł w tyn fusbal, ale dyć nie postawia go na chama w bramce, bo mie jeszcze sprzezywo.

Matka

Kiedy postawiono diagnozę, moja poezja umarła. Przez długi czas zadawałam sobie proste pytanie: - Dlaczego jest gorszy? Nie wiedziałam nic. Czy chcę go kochać? Czy chcę go wychować? Czy chcę go nazwać moim synem? Jednak gdy miał 5 lat i przez jego struny głosowe nieporadnie przedostało się niewyraźne słowo: „MAMA”, wiedziałam, że będę żyła w jego świecie tak, jakby jutra miało nie być. Bo przecież on wcale gorszy nie jest. Jest taki sam jak my. Myśli. Czuje. Kocha.

Nienawidzi tabletek. Podczas choroby wszystkie płynne lekarstwa były dla niego jedynym rozwiązaniem. Jednak kiedy okazało się, że lek nie posiada zamiennika, nawet lekarz nie wiedział, co zrobić. Matka najpierw piętnaście minut płakała, a potem, gdy reszta rodziny trzymała wrzeszczącego i szamoczącego się syna, dwa razy dziennie wpychała mu tabletkę siłą do gardła.

- Nie wiedziałam, co robić, gdy zaczynał się krztusić. Za każdym razem wystarczyło kilka milimetrów, by tabletka wpadła do tchawicy, a wtedy...

 - Gdy braliśmy kredyt hipoteczny na budowę domu, żadne z nas nie przeczytało umowy. Podpis złożyliśmy z szybkością bliską prędkości światła, wprowadzając w osłupienie pracownicę banku. Powód był prosty – Jaś został w samochodzie z babcią i każda dodatkowa sekunda była narażeniem życia obojga.

 Małgosia

 - Kiedy szkoła specjalna zorganizowała dla Jasia trzydniową wycieczkę w góry pierwszy raz widziałam rodziców, którzy trzymając się za ręce, szli razem do kościoła. Nie miałam odwagi ich wyprzedzić. Uśmiechali się i nie mówili nic, bo ta chwila wolności nie potrzebowała słów.

Nie lubi wracać do domu. Kiedy przekracza próg, a na jej widok Jaś zaczyna krzyczeć, czuje się jak obca osoba. Zamknięta w swoim pokoju, boi się zejść na dół, by nie wywołać niepotrzebnego wrzasku. - Rodzice nie wiedzą, co się dzieje w moim życiu, bo nigdy o nim nie rozmawiamy. Cała uwaga zawsze skupiona jest na Jasiu. Gdyby jeszcze chociaż był pożyteczny? Starsi bracia moich koleżanek mają tak przystojnych znajomych, że jest na czym oko zawiesić, gdy przychodzą do domu. On serwuje mi Maćka z zespołem Downa, Kubę cierpiącego na autyzm, schizofrenika Piotra. Towarzystwo, w którym raczej męża sobie nie znajdę. Zastanawia mnie, jak wyglądałby, gdyby był normalny. Co by się zmieniło? Ile razy dziennie byśmy się kłócili? Czy zabrałby mnie na mecz? Pokazał dziewczynę?

Kiedyś był dziwnym bratem, którego może nauczyć kilku przekleństw i śmiać się, gdy nieświadomy zacznie je powtarzać na głos. Dziś już nie oszukuje się – dla niej to diabeł, który niszczy wszystko, na czym jej zależy.

Wkurza mnie. Tak cholernie mnie wkurza, cwaniak jeden! Rodzice nie potrafią dostrzec
u niego jednej cechy: Jaś jest niesamowicie przebiegły i manipuluje nimi jak zwykłymi marionetkami. Doskonale wie i wyczuwa, kiedy zaatakować. Potrafi niszczyć ulubioną rzecz Ojca, patrząc mu prosto w oczy. Zrywać powoli zasłonę, nie spuszczając wzroku z Matki. A mnie denerwuje polityka appeasement'u, jaką wobec niego stosują! Psychicznie wykończeni zgadzają się na wszystko, łagodzą spory, byleby nie doprowadzić do krzyku. To samo robiły państwa Ligi Narodów, by nie drażnić szukającego sojuszników Adolfa Hitlera. Chyba nie muszę dodawać, czym w 1939 roku się to skończyło? Dlatego Jasia nazywam po prostu Dyktatorem, który rozpętał swoją małą, domową, wojnę i zwycięża w każdej bitwie.

Jaś

        Na co dzień Jan chodzi do loly specjalnej, ogląda telelilo, czyta galely, mieszka w Pyjoicach[1]. Chłopak nie lubi lelam,za to codziennie ogląda Jalą to lelodię,L ja lilo i Lalolości[2]. Podczas emisji tych ostatnich rozpoznaje polityków szybciej niż jego ojciec, który równie często owe Wiadomości śledzi. Nie opuścił exposé premiera Dola Tuka, wie, że szefem PSL-u jest Walema Pala, zna przewodniczącego PiS-u – Jalolala Kalylielo. Bez trudu rozpozna na sali sejmowej prezydenta Blonilala Kolololliego, czy ministra sprawiedliwości Golina. Odgaduje i dośpiewuje wszystkie piosenki, które podczas finału swojego programu proponuje Robert Janowski. Nie ma trudności, by po trzech sekundach powiedzieć: Jado loly kololowe tabolali, Dily je te twia, czy Póli la lo la[3]. Zrobi to wszystko oczywiście w znanym sobie najlepiej języku, który dla przeciętnego odbiorcy jest zbiorem słów, jakimi nie posługują się nawet ludzie z afrykańskiego plemiona Bantu.

       Som to łon ino jy i ryczy. – mówi Ojciec. Wystarczy podniesiony głos czy widok płonącego ogniska, by przeobraził się w niszczycielską siłę doprowadzającą otoczenie, w którym się znajduje, do stanu przypominającego hipocentrum trzęsienia ziemi. Nie panując nad własnymi emocjami, robi krzywdę nie tylko sobie, rozgryzając skórę rąk i warg, ale niejednokrotnie rani także najbliższe mu osoby. Matka pamięta zdarzenie, podczas którego syn rzucił w nią zardzewiałym nożem, znalezionym na łące: Dziękowałam wtedy Bogu, że zdołał przebić na wylot tylko rękę. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co zrobił. On po prostu rzucił.

Rodzina

 Cała rodzina kocha go nad życie, nienawidząc jednocześnie. Bowiem z każdym dniem, Jaś stawał się trucizną, która zabiła wszystko – szczęście, bliskie relacje międzyludzkie, spokój.

 

- W rodzinie nikt nie rozmawia. Nikt nie wie, co powiedzieć, bowiem każde słowo spowodować może permanentny krzyk. Posiłki najczęściej spożywane są w milczeniu. Czasem i ono staje się źródłem wrzasku, ponieważ chłopak nieustannie obserwuje wszystkich. Wystarczy jedna chwila, nieuważny gest i zaczyna się koncert. Gdy atak następuje w trakcie posiłku, Jaś zostaje zamknięty w pokoju, gdzie wyje, tłukąc rękami o drzwi i ściany. Pozostali członkowie rodziny, nie patrząc na siebie, zmuszają się skończenia jedzenia, mimo iż dawno stracili apetyt. Kęs przeszywany krzykiem jest jak połykanie potłuczonego szkła.

 Od kilkunastu lat niczego nie zrobili wspólnie. W ich życiu dominuje jedna zasada - wymiana. Kiedy jedno wychodzi, drugie ma obowiązek pozostać w domu. Śpią osobno, ponieważ nawet w nocy nie może zostać sam. Gdy Jaś wszedł w wiek dojrzewania, zaczęli denerwować go ludzie. Rodzice przestali więc odwiedzać znajomych. Pozostali sami z bagażem ciężkich doświadczeń.

 

 Nie zawsze jest źle – pociesza się Matka. – Kiedy Janek śpiewa lub nas przytula, wszyscy oddychamy z ulgą. Siedzimy razem, ciesząc się chwilą względnego spokoju, nie wiedząc kiedy nastąpi kolejna. Wtedy uśmiech i błysk w oku synka są dla mnie potwierdzeniem, że czasem i my możemy przypominać normalną rodzinę.

  * * *

 Nie poradzi sobie sam, bez nas - mówi Matka. -Mimo, iż bardzo go kocham, wolałabym, żeby umarł choć chwilę wcześniej. Nie musiałabym się martwić, o jego przyszły los.

Czy jest złą matką? Czy można ją potępiać tylko dlatego, że z wielkiej miłości chciałaby pochować własnego syna, by sama odejść w spokoju, bez obaw, co się z nim stanie, gdy jej już zabraknie?

Pomimo cierpienia stara się wierzyć, że to jeszcze nie koniec jej bajki, że jeszcze kiedyś będzie z dumą patrzeć, jak jej syn sam zakłada sobie buty... Bo przecież gdy nie krzyczy, nie bije i nie niszczy wszystkiego, co znajduje się w zasięgu jego wzroku, z uśmiechniętą twarzą spogląda tylko na nich i mówi: Koja je[4]!

 



[1]    Lola – szkoła, Telelilo – telewizor, Galely – gazety, Pyjoice – Przyszowice,

[2]    Lelamy – reklamy, Jala to lelodia – Jaka to melodia, L ja lilo – M jak miłość,  Lalolości - Wiadomości

[3]    Jado loly kololowe tabolali – Jadą wozy kolorowe taborami, Dily je te twia – Dziwny jest ten świat, Póli la lo la – Póki na to czas

[4]    Koja je – kocham cię 

2018  Ogólnopolski Turniej Reportażu im. Wandy Dybalskiej   globbersthemes joomla templates