Nigdy nie będę musiała tam wracać - Zuzanna Rybarczyk

Warszawa, 1990 r

Doctor Rackoff spogląda na kwadratowy plac w centrum miasta. Jest zupełnie pusty. Pięć dni w Polsce dłuży się jak miesiąc. Wszystko jest szare, ciemne, wszędzie ta sowiecka architektura. Stary hotel, brudne wykładziny, niewygodne łóżka. Od kilku dni podróżuje śladami zagłady Żydów. Ma dość, czuje przytłaczający smutek. Na szczęście niedługo wróci do Stanów. Siedząc w samolocie, będzie przyglądać się zostającej w dole Polsce. Nigdy nie będę musiała tam wracać, pomyśli.

I

Pacyfik, 1942 r.

Trwa właśnie jedna z misji, gdy obrywa w głowę. Na chwilę traci równowagę, potem czuje promieniujący ból. Sięga dłonią nad swoją szyję, cofa rękę, patrzy i już rozumie. Resztę życia przechodzi ze szrapnelem wbitym w głowę. Nigdy jednak nie będzie chciał o tym rozmawiać.

***

Pod koniec XIX wieku - około 1895 roku - uciekli do Ameryki. Paula była przekonana, że jej pradziadkowie pochodzili z Austrii. Tak mi mówiono, wyjaśnia. Faktycznie, W 1895 roku Tarnopol należał jeszcze do Austrii. W 1918 był już na Ukrainie. Z tego, co wiem, mówi Paula, do Niemiec przedostali się bryczką. Później wypłynęli z Hamburga i wkrótce byli już w Nowym Jorku.

Z kolei rodzina jej ojca wywodzi się z Białorusi. Niedaleko Mińska znajduje się niewielkie miasteczko - Raków. Stamtąd pochodzili. Stamtąd zapewne pochodzi również nazwisko Pauli - Rackoff. Pojechałam tam w 1999, mówi, do tej wioski. Dziś nie ma tam już Żydów. Naziści zabili wszystkich. Jedyne, co pozostało, to żydowski cmentarz. Gdy pytam Paulę, dlaczego jej przodkowie opuścili wschodnią Europę, wylicza bez zawahania: bieda, antysemityzm, pogromy. Mówi, że nie podejrzewa, aby Nowy Jork był ich konkretnym celem. Raczej tego nie planowali, tłumaczy. Chcieli przedostać się do Ameryki i tyle. Chcieli uciec.

II

Gdzieś w Polsce, II wojna światowa

Zuzka nie wie, ile się już chowają. Rozumie tylko, że jest wojna, więc ona i jej siostry muszą to przeczekać. Miła pani, która ukryła tu je wszystkie, mówi, że będzie dobrze. Ale na to Zuzka musi jeszcze zaczekać. Wkrótce nastanie pokój, a ona trafi do Niemiec, do obozu dla osób przemieszczonych. I nikt nie będzie chciał się z nią bawić.

***

Ojciec Pauli - Murray - służył na Pacyfiku. Zaciągnął się dzień po Pearl Harbour. Tak zdecydował. Ale dowiedziałam się o tym dopiero niedawno, dopowiada Paula. Mówi, że był w siłach powietrznych. To oczywiście nie jest do końca prawda, ale amerykańskich Żydów wysyłano częściej na front zachodni. Starano się nie kierować ich do Europy, na wypadek, gdyby mieli zostać schwytani przez nazistów. Dlatego Murray latał nad Pacyfikiem i walczył z armią japońską. Miał nawet zostać uhonorowany Purpurowym Sercem, ale odmówił przyjęcia medalu. Uważał, że nie powinno się być nagradzanym za zrobienie tego, co zrobić należało. Później nie chciał opowiadać o swojej służbie. Paula nie wie więc za wiele o bitwach czy misjach, w których brał udział. Wojna coś w nim zamknęła.

Doctor Rackoff wspomina, że jej ojciec nie był uprzedzony wobec nikogo. Naprawdę miał wielkie serce, mówi. Jednak to, co zobaczył na wojnie, na Pacyfiku, zostawiło ślad. Jak wielu żołnierzy, cierpiał na zespół stresu pourazowego. Kiedy japońscy klienci wchodzili do jego sklepu, panikował. Zamierał, był przerażony. Pamiętał, co Japończycy robili amerykańskim żołnierzom i ta pamięć została z nim na zawsze.

III

Gaza, 2005 r.

Izraelski rząd opuszcza Gazę. Wraz z nim odchodzą jego ludzie. Ojcowie nie mają już pracy, matki nie mają wystarczająco walizek, by spakować wszystko, czego potrzebują ich dzieci. Mali chłopcy nie rozumieją sytuacji, nikt nie potrafi wytłumaczyć im, dlaczego muszą opuścić swoje ulubione pokoje. Biegają więc niesfornie między krzątającymi się w Gazie wolontariuszami. Nastoletni ochotnicy pomagają, jak mogą: pakują, przenoszą, pilnują dzieci. Noszą na sobie gwiazdy. To młodzi Żydzi. Tym razem to oni pomagają, nie są ofiarami.

***

Paula jest reumatologiem. Specjalizuje się w chorobach kości i stawów, na co dzień jej nowojorscy pacjenci walczą z osteoporozą. Tym razem - jest zupełnie inaczej.

Sami uchodźcy nie byli chorzy, mówi. Wyglądali zdrowo, nie tak, jak wyobrażasz sobie uchodźców. Po prostu nie mieli jeszcze dostępu do polskiej służby zdrowia. Wielu z nich cierpiało na nadciśnienie, inni skarżyli się na bóle w plecach i klatkach piersiowych. Uciekając na granicę z Polską, tłumaczy Paula, myśleli, że wrócą w przeciągu miesiąca. Większość z nich nie wzięła więc ze sobą wystarczającej ilości leków. Przywieźli po jednej walizce. Była wśród nich kobieta, która miała raka piersi. Rok wcześniej robiła badania i prześwietlenia, i wszystko było w porządku. Ale teraz był już czas, żeby ponowić wszystkie testy. Po przyjeździe do Polski mogła jednak tylko czekać, aż dostanie się do tutejszego systemu opieki zdrowotnej.

Widzisz, na granicy nie zajmowałam się tym, w czym się specjalizuję, ale tym, co było potrzebne. Wiele Ukrainek miało trudności ze snem. Były pełne lęku. Wieczorami, leżąc na piętrowych łóżkach, myślały o swojej przyszłości. Dlatego nie mogły spać. Prosiły o leki.

Praca wolontariuszy przebiegała codziennie mniej więcej tak samo. Najpierw jedliśmy wspólnie śniadanie, potem zgarnialiśmy nasze rzeczy; leki, stetoskopy i przyjmowaliśmy pacjentów. Największym problemem, na jaki natrafiliśmy, była oczywiście bariera językowa. Wielu uchodźców nie mówiło po angielsku. Mieliśmy ze sobą tłumaczy, ale nie było ich wystarczająco dużo, dlatego musieliśmy używać tłumacza google. Ostrzegano nas także, że Ukraińcy mogą być niezadowoleni, jeżeli spróbujemy rozmawiać z nimi po rosyjsku, ale nie mieliśmy takich doświadczeń. Byli po prostu szczęśliwi, że dostają pomoc.

Gdy pierwszy raz jechałam na granicę, przywiozłam ze sobą wiele leków. Teraz widzę, że było to zupełnie niepotrzebne. Wszystko było dostępne w Polsce i nie mieliśmy problemu z pozyskaniem brakujących środków. Następnym wolontariuszom, którzy jechali do Polski, powiedzieliśmy, żeby nic nie brali, bo wszystko jest na miejscu.

IV

Granica polsko-ukraińska, 2022 r.

Ma dwadzieścia osiem lat i do niedawna pracowała w biurze podróży. Teraz mieszka w schronisku dla uchodźców na granicy polsko-ukraińskiej. Nie wie, co ze sobą zrobić. Nie ma z kim porozmawiać. Całymi dniami martwi się tym, co będzie dalej. Boi się przyszłości i umiera z nudów. W końcu dostaje potwornej wysypki na ręce. Zaczyna ją drapać, skrobać, skubać. Ręka wygląda okropnie. Zauważają to lekarze i pytają, czy miała wcześniej coś takiego. Mówi, że nigdy, ale teraz nie ma co ze sobą zrobić, więc całymi dniami drapie swędzącą rękę. Zapada decyzja o przeniesieniu jej do schroniska w Krakowie. Tam będzie więcej osób w jej wieku. Będzie mogła z kimś pogadać, gdzieś pójść, coś zrobić. Nareszcie.

***

Susana nie była zadowolona, gdy dowiedziała się, że jest Żydówką. Przez wiele lat mieszkała z katolicką rodziną i sama zachowywała się jak katoliczka. A tu nagle wojna się kończy i wraz z siostrami wracają do swojej rodziny. Tyle że do tej starej, żydowskiej. Jeszcze jako Zuzka słyszała dużo złego o Żydach, wiedziała też, że wielu z nich zabito, więc nie ucieszyła się, gdy okazało się, że sama jest jedną z nich. Wiele lat później organizacja One Heart wyśle wolontariuszy na granicę polsko-ukraińską, a Susana opowie im swoją historię.

Tym razem wśród ochotników byli także siedemnasto- i osiemnastolatkowie. Mieli opiekować się ukraińskimi dziećmi. Grać z nimi w piłkę, robić wycinanki. Myśleli, że to niewielki gest, ale Susana wytłumaczyła im, że jest wręcz przeciwnie. Opowiedziała im o polskiej rodzinie, która schowała ją oraz jej siostry przed nazistami. Mówiła także, że po wojnie przeniesiono ją do obozu dla osób przemieszczonych. Nie myślcie, tłumaczyła, że nie robicie czegoś bardzo ważnego, tylko dlatego, że będziecie po prostu bawić się z dziećmi uchodźców. To bardzo wiele znaczy. Bo kiedy ja byłam w obozie, nikt nie przyszedł bawić się ze mną.

V

Gaza, 2005 r.

Jest ich troje i mają po osiemnaście lat, gdy izraelski rząd opuszcza Gazę. Myślą o tych wszystkich mieszkańcach, którzy będą musieli opuścić strefę, zabrać cały majątek, wszystko, co gromadzili przez lata. Będą potrzebowali pomocy. Dlatego troje przyjaciół ogłasza akcję ratunkową. Zbierają kilka tysięcy wolontariuszy i wysyłają ich do Gazy, aby pomogli mieszkańcom spakować się i wyjechać. Od tamtej pory organizacja będzie powracać w sytuacjach kryzysu. Zrobi to także podczas wojny w Ukrainie, wysyłając wolontariuszy na polsko-ukraińską granicę. Ci, pomogą uchodźcom nieść walizki, pilnować dzieci, przekroczyć granicę oraz zapewnią opiekę medyczną. Wśród ochotników znajdzie się Paula Rackoff. Ale to nie będzie jej pierwszy raz w Polsce.

***

Prawdę mówiąc, byłam już wcześniej w Polsce, opowiada Paula. To był 1990 rok. Byłam wtedy bardzo młoda. Pojechałam, żeby na własne oczy zobaczyć historię Żydów oraz tego, co się z nimi stało. Odwiedziłam Warszawę, Kraków i obozy koncentracyjne - Auschwitz i Majdanek.

Muszę przyznać, że to było pięć potwornie depresyjnych dni. Polska w latach dziewięćdziesiątych była bardzo szara i pusta. Takie odniosłam wrażenie. Wyglądała jak wschodni Berlin. Pomyślałam sobie: co za niesamowicie trudne życie. Rozumiesz, to była taka przygnębiająca podróż. Powtarzałam sobie, że nigdy nie będę musiała tu wracać. Dlatego gdy teraz zobaczyłam pola słoneczników w Polsce, to było po prostu zadziwiające. Nie tak to zapamiętałam. Nie mogłabym nawet wyobrazić sobie tego w 1990.

Inną rzeczą, jaką pamiętam z tego wyjazdu, były lalki. W wielu sklepach z pamiątkami, a nawet na niewielkich straganach, sprzedawano figurki przedstawiające Żydów. Religijnych Żydów. Mogłeś je kupić. Rozumiesz, tak, jak zwykłe lalki. Wybacz, ale to jest niesamowicie obraźliwe. Gdybyś zrobił coś takiego w Ameryce, nie wyobrażam sobie nawet, jakie byłyby tego konsekwencje. Nie możesz tego robić. To jest po prostu nie do przyjęcia. Zwłaszcza dlatego, że tych Żydów już tam nie ma. Zginęli!, mówi Paula.

Nie mogę się powstrzymać i opowiadam jej o starym przesądzie, który mówił, że wprowadzając się do nowego domu, należy kupić obrazek ze starym Żydem, z rabinem. To miało przynieść powodzenie finansowe, tłumaczę. Paula jest zszokowana. Mówi: “wow”. To również jest według niej obraźliwe. To nawet nie jest część waszej kultury, tłumaczy. To założenie, że wszyscy Żydzi są bogaci. Ale to nie jest prawda. Moja rodzina nie była w ogóle bogata!

VI

Stany Zjednoczone, 1945 r.

Murray ściąga mundur. Chce zacząć normalnie żyć. Nie chce już być żołnierzem, ani nie chce być spłukanym dzieckiem imigrantów. Nie myśli o pasjach, czy karierze. Trzeba zarabiać kasę, takie czasy. Jego wujek jest jubilerem. Przyucza się przy nim fachu, a potem pracuje dla niego.

***

Paula nie jest pewna, czym zajmowali się jej przodkowie po przybyciu do Stanów. Wie tylko, że rodzina jej matki prowadziła cukiernię. Wiedli bardzo proste życie. Nie mieli wiele pieniędzy, musieli dużo pracować, a i tak się nie przelewało. W Stanach działały wtedy organizacje żydowskie, które mogły im pomóc. Ale oni byli zawsze bardzo biedni. Uciekli z biednego miasta, do biednej części Nowego Jorku. Zamieszkali na Lower East Side, w dole Manhattanu. To była bardzo gęsto zaludniona dzielnica imigrantów.

Jednym z powodów, dla których Żydzi radzili sobie finansowo w Europie, jest fakt, że przez stulecia mogli wykonywać tylko kilka zwodów, mówi Paula. Niestety, nawet to nie pomogło wielu żydowskim rodzinom. Po powrocie z wojny, ciągnie Paula, ojciec został jubilerem. Wiesz dlaczego? Bo jego wujek był jubilerem. Mojej rodzinie udało się przetrwać kryzys lat dwudziestych, bo jeden z naszych przodków miał własne delikatesy. Dzięki temu mieli jedzenie.

W rodzinie Pauli to ona jest pierwszym pokoleniem, które poszło na studia. Wcześniej byli zbyt biedni, żeby opłacić edukację. Oni wszyscy tylko pracowali, mówi. Zawsze powtarzam: “I’m like the american dream”. Jestem lekarzem, uczyłam się na świetnym uniwersytecie, ale to wszystko dzięki możliwościom, jakie miałam w Ameryce.

VII

Auschwitz-Birkenau, 1943 r.

Anioł Śmierci, mówi i śmieje się pod nosem. Jaki tam ze mnie anioł, wzrusza ramionami. Strzepuje brud z białego fartucha i pochyla się nad małym chłopcem. Strzykawką wprowadza truciznę do organizmu dziecka. No, myśli, może faktycznie, że anioł.

***

Nie każdy chciał jechać do Lwowa. Czy ty pojechałaś?, pytam Paulę. Tak, mówi. Pojechałam. Lwów to bardzo piękne miasto. Wcale nie czułeś, ani nie widziałeś tam wojny. Był co prawda kamuflaż, ale to tyle. Poza tym miasto wyglądało zwyczajnie, ludzie spacerowali, chodzili do kawiarni. Nie mogłeś jedynie podróżować swobodnie do Lwowa. Musiałeś to ustalić, ktoś musiał cię odebrać. Nie mogłeś jechać sam. Pytam Paulę, co dokładnie robili na Ukrainie, ale odpowiada, że to samo, co w Polsce. Mierzyli ciśnienie, osłuchiwali, podawali antybiotyki.

Wszyscy uchodźcy wiedzieli, że jesteśmy Żydami, opowiada. Mieliśmy na sobie kamizelki z izraelską flagą i słowem “doktor” w trzech językach. Również po hebrajsku. Zależało mi na tym, żeby na granicę jechać z żydowską organizacją. Szczerze mówiąc, wiele grup, z którymi się kontaktowałam, nie przyjęło mnie. Albo nie potrzebowały wolontariuszy wcale, albo potrzebowały ich już na następny dzień. Nie mogłam wyjechać tak nagle ze względu na moich pacjentów w Nowym Jorku. Ostatecznie pojechałam z One Heart. Paula tłumaczy, że jest to izraelska organizacja, która aktywizuje się w czasach kryzysu. Pomaga wszystkim, nie tylko Żydom.

Prawda jest taka, że gdy wybuchła wojna, byłam w trakcie planowania wycieczki rowerowej po Chorwacji, mówi. Byłam akurat na siłowni, gdy dowiedziałam się o ataku na Ukrainę. Jako Amerykanka żydowskiego pochodzenia od zawsze zastanawiałam się, co bym wówczas [podczas II wojny światowej] zrobiła. Nie tylko jako Żyd. Załóżmy, że nie byłabym żydowskiego pochodzenia. Czy byłabym jedną z tych odważnych osób, które ryzykowały własne życie, żeby pomóc komuś obcemu? Miałam wrażenie, że historia dzieje się teraz, czułam więc, że po prostu muszę iść i pomóc. Dla mnie - osobiście - to było bardzo ważne…

Powiedziałam rodzinie, że chyba wolę zgłosić się jako wolontariusz, zamiast jechać do Chorwacji. Byłam wcześniej wolontariuszką w wielu miejscach: w Afryce Południowej, w Ghanie, Izraelu, czy Palestynie, ale do Polski - ze względu na historię polskich i ukraińskich Żydów - chciałam jechać z żydowską organizacją. To było dla mnie ważne, że tym razem nie byliśmy ofiarami. Mogliśmy nosić gwiazdy z dumą. Teraz to my byliśmy tymi, którzy mogli pomóc. Uchodźcy wiedzieli, kim jesteśmy. Reagowali bardzo pozytywnie. Byli po prostu wdzięczni.

VIII

Nowy Jork, 2022 r.

Przed drugim przylotem do Polski Paula ma problem ze skontaktowaniem się z hotelem. Cena jest zawrotna i wolontariusze nie mogą pozwolić sobie na takie wydatki. Chcą odwołać rezerwację, ale hotel żąda za to równie wielkich pieniędzy. W końcu jego pracownicy przestają odpisywać na maile Pauli. Próbuję pomóc i dzwonię w imieniu wolontariuszy. Po dwóch dniach odrzucania połączeń, ktoś w końcu odbiera. Zbywa mnie krótkim tekstem: tak, zadzwonię, tak, odniosę się, tak, tak. Potem nie odbierają już od nikogo.

***

Więc jednak wróciła do Polski. To było zupełnie inne doświadczenie, mówi Paula. Przede wszystkim Polacy byli wspaniali dla Ukraińców oraz dla nas, dla wolontariuszy. Nie spodziewałam się też, że Polska będzie taka piękna. Nigdy wcześniej nie widziałam takich pól słoneczników. Były przeciwieństwem tego, co widziałam w Polsce w latach ‘90. Moje poprzednie doświadczenia z Polakami były raczej negatywne. Dopiero te wyjazdy to zmieniły.

IX

Europa Wschodnia, XIX i XX w.

Rodzina Pauli ucieka do Ameryki, aby uratować się przed pogromami wschodnioeuropejskich Żydów. Ci, którzy zostają, będą musieli uciekać do Stanów pod koniec lat trzydziestych XX wieku. Reszta, która zostanie i przeżyje, ucieknie w ‘68.

***

Paula zamierza wrócić do Polski i dalej pomagać uchodźcom. Przyjedzie jako wolontariuszka One Heart, nałoży pomarańczową kamizelkę z nadrukowaną flagą izraelską. Będzie również nosić na sobie gwiazdę Dawida. I będzie to robić z dumą.

Licznik odsłon: 83
2024  Ogólnopolski Turniej Reportażu im. Wandy Dybalskiej   globbersthemes joomla templates